poniedziałek, 13 października 2014

Lużne myśli o związkach

Witajcie!
Dzisiaj nawiążę do swojej wczorajszej rozmowy z moim Mężczyzną (też Was kłuje tutaj jakaś niepoprawność gramatyczna...? o.O)

Miałam kiepski dzień. Wszystko mnie irytowało, nawet to, że mój Facet chciał się do mnie przytulić.. I leżąc sobie tak z nim, naszła mnie refleksja, że w gruncie rzeczy każdy związek jest taki sam. Różnią się jedynie elementami związanymi z charakterem, usposobieniem partnera. Sam trzon, uczucia mu towarzyszące- to wszystko jest dokładnie takie samo.

Biorąc pod uwagę moje naprawdę różne przejścia- od chłopaka, który okazał się gejem, po "zwykłe", lecz cholernie bolesne rozstanie po 2 latach- uważam, że przydałby się taki wewnętrzny reset po każdym rozstaniu. I TAK, chciałabym wchodzić w każdy nowy związek tak naiwna jak na początkach. Z góry nie zakładać, że coś się nie uda lub też że to czy tamto może być źle odebrane..

Wychodzę z założenia, że należy ZAWSZE być naturalnym, prawdziwym, szczerym. Co prawda wszystko ma swoje granice i nie polecam drapania się po tyłku czy też bekania przy stole, ale moje podejście zakłada, że już na początku związku mój partner zna moje poglądy polityczne, religijne, wie, czego nie znoszę i że chcę wyjść za mąż, mieć trójkę dzieci i beagle'a. I wiecie? To taki idealny test. Jeśli facet przyjmie to z wdzięcznością i godzi się na to, jaka jestem to super. Rozwijamy znajomość :) Jeśli nie, to też fantastycznie, bo zdecydowanie lepiej skończyć związek po tygodniu, miesiącu, niż po roku czy dwóch.

Z drugiej jednak strony... Kim bym była teraz, gdyby nie moje poprzednie związki? Może nie byłabym tak wyrozumiała, może nie umiałabym być taka cierpliwa? Przy całej mojej niechęci do pamiętania o poprzednich związkach, jakkolwiek się one nie skończyły, to nie mogę nie docenić tego, że dzięki nim teraz jestem lepsza.

Podsumowując...znów ta smutna prawda.. tak źle i tak niedobrze. No miło :P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz